Depresja - świadectwo Wytrwałej Niewiasty

Kochani nawróciłam się 10 lat temu. W moim życiu była szarość, ból i ciemność. Trudna codzienność prywatna. Pamiętam jak dziś kiedy przez śnieg i długą odległość - nie stać mnie było na bilet szłam do sąsiednej parafii na spotkanie oazowe, które miało 2 gitary i zwykłe rozważanie biblijne. Takie były moje duchowe początki. pomału dzięki łasce Bożej i swojej wytrwałości i pracy powoli odzyskiwałam siebie. Terapia dda, terapia indywidualna. Później pierwsze wwo. Zaczerpnełam ze źródła i z trudem, ale do przodu budowałam swoje życie studia, znajomi, i dobrzy ludzie, którzy w odnowie okazywali mi zawsze miłosierdzie. Czuam błogosławieństwo. Niestety miewałam stany depresyjne, i wachania nastrojuktóre mnie osłabiały nie tylko moją pracę studia, ale także modlitwę.. Miewałam kryzysy wiary i prywatne które odbierały mi siłę. Przyzwyczaiłam się do tego,że to jest mój krzyż który muszę nieść i że muszę,żeby wstać z łóżka iść do pracy modlić się i wychodzić do ludzi wykonać 3 razy więcej wysiłku niż innych. Ale bywałam przez to wykończona.

Ostatnie lata to była jednak większa stabilność. Modlitwa przy wspólnocie, wyjazdy w gronie międzynarodowym,czasem satysfakcjonująca, ale  wyczerpująca praca po presją ale także dobre owoce, które widziałam. owoce mojej pracy. Miałam okazję też przez ostatnie trzy lata być pod opieką bożego człowieka zielarza, który nigdy nie wziął ode mnie ani złotówki za opiekę duchową i wielowiekową wiedzę zielarską, oraz terapetki która była chrześcijanką i mnie wspierała na tyle na ile mogła. Niestety przez ostatnie miesiące rywalizacja w pracy, złożeczenie które teraz widzę jednej osoby w pracy w stpsunku do mnie, i prywatny stres doprowadziły do tego,że zaczełam mieć kołatania serca które uniemożliwiły mi sen i nie mogłam podnieść się fizycznie z łóżka. Nie mogłam zrbic czegokolwiek. Czułam sie jak w pułapce. To był koszmar.
Zawołałąm wtedy " Boże pomóż mi!"W tym momencie zadzwonili znajomi i zaprosili mnie na wyjazd weekendowy. Odzyskałam siły na chwilę, niestety sytuacja nie zmieniała się. Wylądowałam na l4 ze wzgledu na serce, modliłam się dalej znajomej telefon sam wybierał do mnie numer, inna koleżanka zabrałam mnie na spotkanie modlitewne i powiedziała słowa które  dały mi nadzieję. Spotkałam 2 razy inną koleżankę w autobusie która też po ludzku zachęciła do rzucenia pracy, zabrala na obiad i budowania na nowo nie tylko życiowo, ale duchowo:_)

Ale to co NAJWAŻNIEJSZE to to,że porposilam o modlitwe wstawiennicza. Dwie osoby w domu nalozyly na mnie rece i pomodlily sie, poczulam jakby cos ze mnie zeszło fizycznie i emocjonalnie. TO BYŁ PRZEŁOM. Zaczelam odzyskiwac sily i sama siebie. Zaczely wokol mnie pojawiac sie osoby ktore proponowaly zwykle wyjazdy, msze, takie drobnostki, ktore mnie ratowaly. Udalo mi sie trafic do swietnego terapeuty i psychiatry ktora tak jak w ksiazce o chrzescijance Urzekajaca (miewała wachania nastroju które uniemozliwialy jej codzienne funkcjonowanie) dostalam lekkie leki stabilizujace nastroj dzieki ktorym moglam na nowo wstac zapazyc herbate, pomodlic sie i odzyskac siebie. Wiem jak zla opinie maja psychiatrzy, ktorzy jak sadzilam lecza objawowo i przypoisuja ciezkie leki ktore nie dzialaja. Udalo mi sie trafic do osobvy ktora byla zupelnie inna. Teraz dziekuje Bogu za ich wiedze i ciezka prace ktore wykonuja. Obecnie moj lekarz wskazal przyczyne wachan nastroju na ktore nie mialam wplywu. I daje nadzieje na odsyzkanie zdroeia.

Zeszlo ze mnie poczucie winy, ktore niestety czasem buduje sie w wokol osob ktore nie sa w stanie funkcjon owac duchowo z taka sila i stabilnoscia jak inni. Wiem,ze jest darem Boga dla mnie. I czesto sa przez to osądzane.
Wierze,ze tylko moc modlitwy wstawienniczej, pomocy innych osob a przede wszystkim Boga ktory przyszedl mi z pomoca dzis siedze i pisze to swiadectwo. Zielarz ktory po miesiacu czasu od mojego kryzysu zdrowotnego zbadal mi tętno powiedzial,ze myslal,że umre, kiedy ostatnio bylam u niego, bo narzady wewnetrzne zaczely mi obumierac.. w tak ciezkim bylam stanie.Doznalam wyzwolenia.I uratowano mi zyce. Podziekowal za wytrwalosc i usciskal mnie. Wiedzial jak ciezka prace musialam wykonac,zeby dojsc do wlasciwego miejsca.Zebralam owoc tego co zasiałam.

Uratowałam swoje zycie. Zawolaniem o pomoc nie tylko do Boga ktory naprawde czuwa nad naszy zyciem, ale takze dzieki dobrym ludziom ktorzy wyciagneli do mnie rece. Dali swoj czas, zwykłe dobre slowo - ktore wierzcie mi budowaly i obracaly wszysto na nowo. Spytalam tez Boga "Dlaczego tak szybko i skutecznie mi pomogl? " I Bog odpowiedzial na moje pytanie. Wiem,ze zebrałam owoc, tego co zasiałam 10,5,3 lata temu kiedy miałą wtedy siłę modlilam się, dawałąm siebie innym, nigdy nie odplacalam zlem za zlo, nie osadzalam, nie obgadywalam ludzi za ich slabosci. Moje serce bylo czyste i dla Boga i dla innych. I Bog zna nas... Przenika nas. I zawsze odpowiada na nasze prośby. Byłam też wytrwała i ciężko pracowałam na ten moment walki.

Bóg czasem daje burze zeby byl pokoj. Pisze to świadecwto,żeby byc moze dac nadzieje osobom ktore sa w podobnej sytuacji, lub innej. Nie bojcie sie mowic co jest w was, proscie o pomoc kiedy jej potrzebujecie. Wierzcie w to, ze "Moc doskonali sie w slabosci".Badzcie wytrwali szukajac uzdrowienia. Kiedy jestescie w gościnie, wsrod znajomych na diakoni, na grupce i cos sie dzieje wprost proscie o modlitwe wstawiennicza. Kiedy widzisz,ze ktos sygnalizuje ci kryzys nie boj sie nalozyc na kogos rak i pomodlic sie. Przekazujesz nie tylko Bożą łaskę, ale także swoją duchową i życiową siłę osobie w potrzebie. Miejmy nawzajem dla siebie dobre słowo. Kochajmy siebie w prostocie. Mamy w sobie światło i łaskę której czasem sobie nie uświadamiamy.

Jeśli czujesz,że pomimo modlitwy Twoja sytuacja emocji, umysłu życia nie poprawia się nie obawiaj się wizyty u terapeuty, lub psychiatry. Bóg dał im mądrość.
Dziś rano dowiedzialam sie,ze osoba z dalekiej mojej rodziny prawie w moim wieku odebrala sobie zyicie poprzez depresje.. Nie wiem jaka byla jej historia. Wiem jak ogromne mialam szczescie,ze udalo mi się wygrać największa bitwę mojego życia.

Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, 2 dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. 3 Ale nie tylko to, lecz chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, 4 a wytrwałość - wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś - nadzieję. 5 A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany.

List do Rzymian 5, 1-5

Wytrwała Niewiasta :-)