Świadectwo Basi

Kiedy w czasie Sakramentu Małżeństwa wypowiadałam „tak” po słowach kapłana: „Czy chcecie przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Was Bóg obdarzy?”, nie zastanawiałam się jak wielkie znaczenie dla mojej relacji z Bogiem ma właśnie to otwarcie się na każde nowe życie w naszej rodzinie.

Od dzieciństwa chciałam żyć blisko Boga i zawsze wierzyłam, że nade mną czuwa, chociaż teraz widzę jak letnią była moja wiara. Niemniej jednak zawsze chciałam żyć blisko Niego i starałam się otwierać na Jego działanie. Pamiętam, że kiedy związałam się z moim mężem bardzo ważnym dla mnie pytaniem, które mu zadałam, było to czy wierzy w Boga. Odpowiedział twierdząco. Właściwie później to za jego pośrednictwem zaczęłam zgłębiać wiarę i coraz bardziej oddawać moje życie Bogu.

W pracy miał kolegę z Kościoła Zielonoświątkowego i to od niego dowiedziałam się z jaką mocą Bóg nadal działa w Kościele, że uzdrawia  i obdarza Darami, że Duch Święty naprawdę istnieje i pragnie działać w nas i przez nas. Jeszcze w czasie studiów zaczęłam szukać kontaktu z Odnową w Duchu Świętym, a we Wrocławiu nie było trudno znaleźć grupę modlitewną. Zaraz po ślubie ogłoszono w naszej parafii, że rozpoczyna się Seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Oczywiście wzięłam w nim udział, bo już wtedy wiedziałam, że chcę żyć z Bogiem. W ten sposób powoli, kawałek po kawałku zaczęłam oddawać moje życie Chrystusowi. Na początku wydawało mi się, że uczyniłam to całkowicie, ale z perspektywy widzę jak Bóg stopniowo przemienia każdą dziedzinę mojego życia, jak po kolei pokazuje mi co jest w nim złe, aby nieustannie postępować w drodze do Niego.

Zawód jaki wybrałam, tzn. lekarz był zawsze moim marzeniem, ale równocześnie  chciałam mieć dużą rodzinę, tylko nie wiedziałam jak to połączyć, bo przecież bycie lekarzem to służba, która wymaga wyrzeczeń i poświęcenia sporej ilości czasu, a nie chciałam być tylko niedzielna matką, która z dziećmi kontaktuje się głównie przez telefon. Pamiętam, że w czasie jednych rekolekcji ( jeszcze podczas studiów), kiedy właśnie to pytanie o kolejność i pogodzenie tych dwóch powołań zaprzątało mi głowę,  ksiądz w czasie kazania wprost mi odpowiedział, mówiąc, że jeśli ktoś wstępuje w związek sakramentalny to to jest jego pierwsze i najważniejsze powołanie.

Pierwszą córkę, Madzię, urodziłam jeszcze na studiach. Była to zaplanowana ciąża, rok po ślubie. Wiedziałam od razu, że wezmę rok urlopu dziekańskiego, żeby być ten rok z dzieckiem. Wszyscy w rodzinie cieszyli się tą ciąża razem z nami. Dla mnie był to cudowny czas. Mieszkaliśmy jeszcze wtedy z teściami, gdyż mąż musiał ukończyć prace w Częstochowie. Poza opieką nad moja córeczką nie miałam zbyt wielu obowiązków, czułam się trochę tak jakbym wysiadła z pędzącego pociągu, tak jak w piosence A.M. Jopek „Niech ktoś zatrzyma wreszcie Świat, ja wysiadam”.

Niestety rok szybko przeleciał i trzeba było wracać na studia do Wrocławia ( oczywiście już wtedy z mężem i małą Madzią). W głowie pojawiła mi się już myśl o drugim dziecku, ale rozum podpowiadał, że lepiej najpierw skończyć studia, a został mi rok. Dlatego też druga ciąża zaraz po moim powrocie na studia była pewnym zaskoczeniem, ale i wielka radością.

Maciuś urodził się 1 czerwca, w urodziny mojej mamy. Do tego czasu zdążyłam zdać prawie wszystkie egzaminy ze studiów oprócz jednego testu, który zostawiłam sobie po porodzie, ale z nim też nie było większego problemu. Dyplom odbierałam już z 2 dzieci i znowu mogłam pozwolić sobie na ponad rok przerwy, żeby oddać ten czas dzieciom. O pracę nie musiałam się martwić, bo w przypadku lekarzy roczny staż po studiach jest gwarantowany, a na jego podjęcie jest 5 lat.

Ze względu na pracę męża wróciliśmy w moje rodzinne strony czyli do Dąbrowy Górniczej. Kiedy Maciuś miał prawie 1,5 roku rozpoczęłam roczny staż. W jego trakcie musiałam zdać LEP, czyli egzamin, bez którego nie miałabym prawa wykonywania zawodu, i który decydował o tym czy dostanę się na wymarzona specjalizację czyli pediatrię. Nauka z 2 dzieci nie była prosta sprawą. Pamiętam, że modliłam się wówczas o to, aby zdać egzamin na tyle punktów, żeby dostać się na pediatrię, jeśli to jest moim powołaniem. Po pół roku, jeszcze w trakcie trwania stażu miałam możliwość ponownego podejścia do testu, aby ewentualnie poprawić swoją punktację,  większość osób korzystała z tej możliwości. Ja zaufałam Bogu, wierzyłam, że moje punkty wystarczą mi, żeby dostać się na wymarzoną specjalizację, jeżeli jest to zgodne z Wola Bożą, a nie chciałam kosztem dzieci zaszyć się znowu nad książkami.

Specjalizację z pediatrii rozpoczęłam 3 miesiące po zakończeniu stażu. Po pół roku okazało się,  że istniej możliwość podjęcia równolegle studiów doktoranckich, co wcześniej było niemożliwe. Za namową mojego męża rozpoczęłam studia. Moja kariera zawodowa, jeśli tak to można nazwać posuwała się pomału do przodu.

Jednocześnie jak tylko sprowadziliśmy się z Wrocławia na Śląsk starałam się znaleźć kontakt z Odnową w Duchu Św. W ten sposób trafiłam do sosnowieckiej grupy, gdzie oprócz tego co najważniejsze, czyli możliwości pogłębiania mojej relacji z Bogiem, odnalazłam również wspaniałych przyjaciół. Czułam ,że Bóg naprawdę się o mnie troszczy i kiedy Jemu zaufam On prowadzi mnie przez życie zapewniając to co jest mi potrzebne. Bo skoro troszczy się o podniebne ptactwo i lilie to tym bardziej o swoje dzieci i doskonale wie czego nam trzeba.

Po podjęciu studiów doktoranckich myśl o powiększeniu rodziny początkowo odłożyłam na czas kiedy już zrobię doktorat i skończę specjalizację. Jednak niedługo potem w moim sercu zrodziło się sine pragnienie kolejnego dziecka  chociaż rozum nadal mówił nie. Kiedy w grudniu okazało się, że jestem w ciąży, już nie miałam wątpliwości, że jest to dobry moment na dziecko, także ze względu na wiek Madzi i Maćka ( wówczas 5 i 3 latków).

Helenka urodziła się w sierpniu. Pierwszy rok studiów zaliczyłam bez problemu. Miałam to wielkie szczęście, że moja Pani Profesor patrzy przychylnie na kobiety, które decydują się na dzieci i nawet mnie w tym wspierała.

Okres ciąży z Helenką był dosyć trudnym czasem dla naszego małżeństwa. Z jednej strony kobieta w ciąży ma troszkę inną wrażliwość, ale myślę również, że mój mąż obawiał się trochę powiększenia rodziny.  Po porodzie wszystko się zmieniło. Helenka wniosła niesamowitą radość do naszej rodziny. Jest cudownym dzieckiem, a mój mąż wszystkim powtarza, że super jest trzeci dzidziuś. Teraz dopiero w pełni odczuwamy co oznacza powiedzenie, ze radość to rodzina, a każde dziecko jest dla mnie wielkim darem od Boga i kolejnym łącznikiem z Niebem. Macierzyństwo pozwala mi zrozumieć jak wielką miłością obdarzył nas Bóg. Skoro my, choć źli jesteśmy tak mocno kochamy nasze dzieci, jak wielką miłości musi kochać nas nasz Dobry Ojciec w Niebie.

Teraz, kiedy jestem matka 3 dzieci, wiem, że powiedzenie o ciężarnej kobiecie, że jest w stanie błogosławionym, nie jest pustymi słowami, ale zawiera w sobie istotę tego czym jest macierzyństwo. Nosząc w sobie nowe życie kobieta w szczególny sposób współpracuje ze Stwórcą. Dzisiaj, kiedy model rodziny to często 2 +1, ludzie obawiają się przyjmować nowe życie, a kiedy ktoś ma więcej niż dwoje dzieci często myśli się, że to już przesada. W moim odczuciu każde kolejne dziecko to naprawdę dar od Boga. Jest coś niesamowitego w tym, kiedy patrzę na taką mała bezbronna istotkę, czuję wtedy, że Bóg prawdziwie jest obecny w moim życiu i kocha mnie i każdego z nas wielką miłością. Często kiedy przy dzieciach nie umiem znaleźć czasu na odpowiednio długą modlitwę lub kiedy po prostu ze zmęczenia zasypiam to moją relację z Bogiem buduję poprzez moje dzieci, gdy patrzę na nie z miłością i dziękuję Stwórcy za to, że pozwolił mi uczestniczyć w Jego cudownym dziele. Przez taką postawę czuję , że Bóg udziela mi łask niezbędnych, potrzebnych do pełnienia Jego woli tu na Ziemi. Dlatego myślę, że tak ważna w rodzinie jest otwartość na życie. Oczywiście Bóg daje nam rozum i wolną wolę, ale ważne jest , abyśmy nie zakładali z góry ile dzieci chcemy i abyśmy nie zamykali się na  ich przyjmowanie. Nasze serca niech będą otwarte na pragnienie, które Bóg w nie wlewa.

Miej ufność w Panu i postępuj dobrze,
mieszkaj na ziemi i dochowuj wierności.
Raduj się w Panu,
a On spełni pragnienia twego serca.
 Powierz Panu swoją drogę
i zaufaj Mu: On sam będzie działał

(Ps 37: 3-5)

Jeszcze jedno, w moim życiu bywają oczywiście tez chwile trudne. Myślę, że każdy z nas doświadcza też czasami niesprawiedliwości ze strony otoczenia, która najbardziej boli gdy jej przyczyną są ludzie, których cenimy. W takich chwilach bardzo pomaga mi modlitwa Św. Faustyny:

„Kiedy dusza w poczuciu swej niewinności przyjmuje od Boga te dopuszczenia, wtedy jest skłonna odpłacać Miłością za Przykrości. Boże Mój mą słabość  we wszechmoc zmieniaj.”

Wiem też, że to od Boga pochodzi wszelka Moc i Siła. Coraz częściej uświadamiam sobie, że ja sama jestem słaba i grzeszna, ale ważne jest żeby za to też Bogu dziękować, za tą świadomość, bo wtedy On będzie nas mógł przemieniać. Pozwólmy Bogu działać, nie przeszkadzajmy Mu, a on sprawi cuda w naszym życiu.

Basia