Świadectwo Beaty

Mam na imię Beata i trochę lat życia za sobą. Z zawodu jestem księgową, chociaż wielu mówi, że nie wyglądam na księgową, ponieważ ten zawód kojarzy im się z kobietą koło 60, która nosi okulary na czubku nosa i na dodatek patrzy na każdego nieco podejrzliwie (spod tych swoich okularów). Do 60 jeszcze trochę mi czasu zostało :-)
Mam wielka nadzieję, że przeżyję go ciągle wzrastając w Panu.

Jeszcze całkiem niedawno myślałam sobie, że niewiele mam do powiedzenia o moim nawróceniu do Pana, ponieważ zawsze odkąd sobie przypominam moje życie toczyło się gdzieś blisko Niego. Od wczesnego dzieciństwa byłam zaangażowana w różne ruchy w Kościele, więc dla mnie bycie we wspólnocie Odnowy w Duchu św. jest ubogaconą kontynuacja tego, co kiedyś już się zaczęło.
Mimo, że tak, jak wspomniałam już w dzieciństwie moje życie skupiało się jakoś wokół Pana Boga i Kościoła, ale mimo to byłam dziewczynką bardzo nieśmiałą i mało zaradną.
Dzisiaj wiem, że wynikało to z braku poczucia własnej wartości i pewności spokojnego życia rodzinnego. Trudno mi o tym mówić, ponieważ mój tata już skończył ziemskie życie, ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek usłyszała od niego słowa pochwały, wręcz przeciwnie – popatrz na Beatę, Darka itd. Oni to…. Właśnie – ciągłe porównywanie.
Były takie okresy, że bardzo często do tego wszystkiego tata sięgał po alkohol. Pamiętam jak bałam się, że znowu wróci pijany, wstydziłam się zapraszać do domu koleżanki i kolegów. Pamiętam widok mamy, która nerwowo tego wszystkiego nie wytrzymywała, często płatała.
Często z tym wszystkim zamykałam się sama w sobie i nie wiedziałam co z tym zrobić.

Potem przyszedł czas liceum i pierwszy wyjazd na rekolekcje oazowe I stopnia. To właśnie tam w sposób niemalże namacalny doświadczyłam Bożej miłości i kiedy zachęcano nas by uczynić Jezusa Panem i Zbawicielem swojego życia, uczyniłam to z wielką radością. Po przyjeździe do domu zauważyłam, że tak na zewnątrz naprawdę nic się nie zmieniło, a jednak zmieniło się wiele. Przede wszystkim to ja zaczęłam inaczej patrzeć na to co się dzieje w domu, potrafiłam coraz bardziej dystansować się do tego, na co nie mam wpływu. Zaczęłam się regularnie modlić za mojego tatę, co więcej podpisałam Krucjatę Wyzwolenia Człowieka w jego intencji. Przestałam już być nieśmiała i pozbawiona własnej wartości. Doświadczyłam osobistego spotkania z Panem, który zaczął to powoli przemieniać. Pomagałam Mu w tym jak mogłam – zaczęłam nawiązywać nowe znajomości, przyjaźnie ( niektóre z nich trwają do dziś). Zaczęłam coraz więcej rozmawiać z ludźmi, coraz więcej czytać, przez co przestawałam być zakompleksionym dziewczątkiem. Mam świadomość, że sama z siebie nigdy bym tego nie dokonała, to mogła sprawić tylko łaska Pana i sprawiła.
Potem pojechałam na dwa kolejne stopnie oazowe i powoli przyzwyczaiłam się do obecności Pana Boga w moim życiu. Do tego stopnia się przyzwyczaiłam, że stawałam się pyszna. Pamiętam jak będąc na kursie Filipa zorganizowanym przez wspólnotę nowej ewangelizacji słuchałam konferencji o Bożej miłości, przebaczeniu, a ja doszłam do wniosku – przecież ja to wszystkie wiem, przecież nawet skończyłam teologię. Powiedziałam sama do siebie - nie będę po raz kolejny słuchała tego samego, jutro nie przychodzę.

Jednak Pan Bóg miał nieco inny plan – jak to często ma w zwyczaju i przyszłam. Co się okazało – był to dzień w którym modlono się o wylanie Ducha św. Ja sama byłam już po wylaniu, więc postanowiłam zostać jeszcze chwilę w kaplicy, pomodlić się i wyjść.
I znowu niespodzianka – poczułam przynaglenie do otworzenia Pisma św. w bardzo konkretnym miejscu, a mianowicie Ef 5, 14 Otwieram i czytam „Zbudź się o śpiący i powstań z martwych, a zajaśniej Ci Chrystus”.
Poczułam, jak przeszyły moje serce i moje ciało. Pan mi pokazał, a jak uświadomiłam sobie, że jestem uśpionym chrześcijaninem, przyzwyczajonym chrześcijaninem.
Dzisiaj widzę, że tak naprawdę to to spotkanie z Panem było tym spotkaniem najważniejszym., ponieważ mnie obudził.
Zrozumiałam, że brakuje mi pokory w szukaniu Pana i postrzeganiu drugiego człowieka

Od tego momentu stałam się nowym człowiekiem, który tak jak na początku dnia, po przebudzeniu zaczyna na wszystko inaczej patrzeć niż podczas snu.

To co się wtedy rozpoczęło to proces, który trwa do dzisiaj. Pan ciągle przemienia moje poczucie własnej wartości. Mogę powiedzieć, że proces uzdrawiania z nieśmiałości już się zakończył.
Oczywiście, nie jestem doskonała, ale radosna, mam pragnienie wzrastania w Panu.

Dzisiaj, oczywiście jeszcze czasami „zasypiam” ale Pan wtedy budzi mnie na nowo , tymi samymi słowami, którymi posłużył się wcześniej „Zbudź się i powstań z martwych, a zajaśnieje Ci Chrystus.
Mam tez wspaniałych przyjaciół i wspólnotę, którzy wspierają wtedy kiedy jest trudno i pokazują rozwiązania. Teraz wiem, że jak sobie z czymś nie radzę to nie muszę zamykać się z tym sama w sobie – idę z tym do Pana na modlitwę i u Niego szukam rozwiązania. Mogę też pójść do przyjaciół, do ludzi ze wspólnoty i mam pewność, że zostanę wysłuchana i w miarę możliwości uzyskam pomoc, a na pewno wsparcie modlitewne.
W życiu codziennym mam sporo zajęć – oprócz pracy zawodowej prowadzę księgowość dwóch fundacji, we wspólnocie mała grupka, diakonia, a jeszcze trzeba zadbać o własny rozwój duchowy. Niektórzy pytają mnie – jak Ty sobie z tym wszystkim radzisz? Moja odpowiedź brzmi – staram się zapraszać do wszystkiego co robię Jezusa i to z Nim wszystko układać.
Chwała Panu!!!

Beata

 


Fatal error: Class CToolsCssCache contains 1 abstract method and must therefore be declared abstract or implement the remaining methods (DrupalCacheInterface::__construct) in /sites/all/modules/ctools/includes/css-cache.inc on line 52