Świadectwo Magdy

Tak zauważcie, że z pokolenia na
pokolenie nie doznawali zawodu ci wszyscy,
którzy mu ufają.

Dn 2, 61

Siedzę w swoim mieszkaniu, przytulne 22 m², wygodna sofa, ciepłe światło nocnej lampki i jazzik sączący się z głośników… Taki dobry, wieczorny klimat. Dobry i na to, by wspomnieć, że nie zawsze  tak przytulnie w swoim życiu się czułam. Był czas, kiedy byłam trochę bezdomna - nie dosłownie, ale mentalnie na pewno…
Kiedy wspominam dom rodzinny, to widzę wiele dobra, troskę rodziców i ich starania, by niczego mi nie brakowało. Ale pamiętam też ich kłótnie, alkohol, niegospodarność. Prostą konsekwencją tego był z jednej strony rozpad małżeństwa moich rodziców, a z drugiej pogłębiające się problemy finansowe, które doprowadziły do momentu, gdy trzeba nam było wyprowadzić się z poważnie zadłużonego mieszkania. Wszystko to działo się jakieś dwa lata po moim nawróceniu, w czasie gdy nie miałam już najmniejszych wątpliwości, że Bóg jest, że działa, że czyni cuda i że obchodzi Go moje życie. W tym czasie razem z moją wspólnotą wyjechałam na letnie rekolekcje do Skorzeszyc i gorliwie się tam modliłam, abyśmy nie musieli wyprowadzać się z naszego mieszkania. Przeczytałam wtedy w Piśmie Świętym historię Daniela, który został wtrącony do jaskini z lwami (Dn 6, 17-25). Nie było innej możliwości, jak tylko to, że wygłodniałe lwy go pożrą. Ale Pan zesłał anioły, które zamknęły paszcze lwom i Daniel wyszedł z tej jaskini bez żadnej rany. Kiedy przeczytałam tę historię, byłam przekonana, że Bóg i tym razem „pośle swoje anioły”, że sprawi, że nie będziemy musieli się wyprowadzić. Z taką wiarą wyjechałam z rekolekcji i w chwilę później głęboko się rozczarowałam. Okazało się bowiem, że moja mama znalazła jakieś mieszkanie i że muszę się wyprowadzić i zamieszkać z nią i jej przyjacielem. To było dla mnie bardzo trudne – nagle musiałam zamieszkać w obcym miejscu, pod jednym dachem z obcym człowiekiem i w dodatku w poczuciu, że Pan Bóg zawiódł. Nie mogłam jednak uwierzyć, że to doświadczenie z rekolekcji, ta pewność, że Bóg ześle swe anioły, że to Słowo, które dało mi taką wiarę było jedynie jakąś moją własną nadinterpretacją czy wytworem mojej wyobraźni. I dlatego pewnego wieczoru zaczęłam się modlić wyrzucając Panu Bogu, że zawiódł, mówiąc, że wierzyłam, że jak dla Daniela tak i dla mnie ma jakiś plan ocalenia, a to wszystko okazało się blefem - czuje się bezdomna, bo żyję w obcym miejscu, którego nie potrafię nazwać swoim domem. Otworzyłam wtedy Pismo Święte w zupełnie przypadkowym miejscu i zaczęłam czytać:

Dawid za swoją pobożność
odziedziczył na wieki tron królewski.
Eliasz w nagrodę za swoją wielką gorliwość o Prawo
został zabrany do nieba.
Chananiasz, Azariasz i Miszael przez wiarę
zostali wyratowani z płomienia.
Daniel dzięki swej niewinności
z paszczy lwów został ocalony.
Tak możecie przejść myślą jedno pokolenie po drugim
i przekonacie się, że nie zawiedzie się ten,
kto w Nim pokłada swe nadzieje.

1Mch 2, 57-61

To Słowo dało mi znów wiarę, że Bogu nic nie wymknęło się spod kontroli, że On wie co robi, że nad wszystkim czuwa. I dokładnie tak było. Następnego dnia zadzwonił do mnie tata z informacją, że w zamian za spłatę zadłużenia, zamienia nasze mieszkanie na małą kawalerkę, sam wyjeżdża do pracy za granicę, a mi zostawia mieszkanie. I tak siedzę w swoim mieszkaniu - przytulne 22 m², wygodna sofa, ciepłe światło nocnej lampki i jazzik sączący się z głośników… I wiem, że nie doznają zawodu, ci wszyscy którzy Mu ufają – Bóg zawsze okazuje się wierny!

Magda