Świadectwo Grzegorza

Jedno zdarzenie z przed pół roku pozostanie na długo w mej pamięci.
Właśnie zbieraliśmy się z zespołem na ostatnie w sezonie wesele. Mieliśmy tam grać 2 dni - tak było w planie. W drodze dużo rozmawialiśmy o naszych planach zespołowych,  nagraniu teledysku, kilka nowych piosenek, udziału w różnych festiwalach blusowo-rockowych i ogólnym zawojowaniem świata :-) , każdy był bardzo optymistycznie nastawiony . Na miejscu powitali nas wyjątkowo serdecznie częstując obiadem i przystawkami weselnymi jeszcze przed rozpoczęciem. Elegancka restauracja z pięcioma gwiazdkami na terenie Jury K-Cz wywarła ogromny podziw. Sprzęt i nastrojenie instrumentów poszło nam wyjątkowo sprawnie, przez myśl nawet nikomu nie przeszło iż coś „wisi w powietrzu”.
Po zakończonej imprezie pojechaliśmy do hotelu aby się wyspać przed poprawinami. Rano wstaliśmy na śniadanie które miało zapoczątkować kolejny wspaniały dzień wesela na Jurze.
Konsumując kawę, deser, śmiejąc się i żartując, nagle nasz perkusista Romek słabnie i upada z krzesła,  jego kolana się uginają a on sam stacza się na ziemię niczym „bezwładny manekin”. Widok był o tyle przerażający iż jego ręce nie podparły tego upadku - pozostały bezwładne. Upada więc bez asekuracji rozcinając sobie głowę o kant łóżka.
Chwila konsternacji.... pytam w myślach - co jest grane ?  Zbieramy się z chłopakami aby go podnieś i zorientować się co mu się stało. Ułożyliśmy nogi do góry na krzesło aby przyśpieszyć krążenie krwi do mózgu, sprawdzamy tętno i bicie serca, niestety nic nie wyczuwalne.  Byłem w totalnym szoku ale starałem się nie myśleć  o tym ; tylko przejść do udzielenia pierwszej pomocy. Razem z kolegą przystąpiliśmy do reanimacji,  Na zmianę uciskamy klatkę piersiową i stosujemy sztuczne oddychanie. Patrze na ciało Romka i jestem przerażony - jakby "wata" całe sine. Z sekundy na sekundę rozpaczliwiej i gwałtowniej reanimujemy Romka wrzeszcząc do niego aby się ocknął. …......Po 30 minutach podjechała karetka, Lekarze szybko wyjęli tlen i defibratory. W końcu wezwano helikopter który przetransportował go do szpitala w Krakowie. To były ostatnie chwile życia Romka.
Nie wymaże nigdy z pamięci tego "fizycznego upadku Romka" najpierw ktoś z tobą rozmawia, pije kawę,śmieję się, a po chwili odchodzi na twoich oczach.
Nie myślałem o tym iż będę kiedyś próbował kogoś ratować - reanimować, przecież jesteśmy tacy młodzi. Tyle spraw do załatwienia i jeszcze więcej marzeń. W tym całym zabieganiu i gonitwie kto myśli o śmierci ?, o zakończeniu swojego bytu ?  o sądzie  ostatecznym ? - przecież często słychać szczególnie na ewangelizacji "Pan ma dla mnie wspaniały PLAN".  
Pytałem Boga ze złością - Jaki PLAN ?

W tym poczuciu bezradności i pytań wobec wydarzeń zacząłem rozglądać się dookoła siebie , dookoła swojego życia i tego co, a bardziej kto mnie otacza. Zacząłem patrzeć na ludzi - szczególnie tych którzy są najbliżej mnie, żona i dzieci - ten czas który spędzamy razem często niestety nie jest owocny , tak często ich zbywałem  odpowiadając: "nie mam teraz czasu", "idź do mamy" . Romek zostawił dwójkę dzieci. Ja swoje też zostawiam gdy do mnie przychodzą a Ja chce ich zwyczajnie zbyć – tłumacząc to swoimi zajęciami lub zmęczeniem. Te rozmowy, zabawy, wspólny czas który miały być a nie było - to niestety niezrealizowany życiowy PLAN.

Tydzień później odwiedził mnie Ojciec który mieszka daleko za granicą, i często nie przyjeżdża -średnio raz na 5 lat . Po kilku dniach pobytu zaplanowaliśmy kilka wspólnych wypadów. Relacja chyba się pogłębiła  bo gdy odwoziłem go na lotnisko dużo rozmawialiśmy a ja chciałem aby ten samolot opóźniał się w nieskończoność , ( kiedyś to chyba bym go wysadził na lotnisku i pojechał dalej do pracy ). Tym razem było inaczej, zwyczajnie wziąłem wolne aby pożegnać tatę, ….no i polało się trochę łez przy okazji. Już sam nie wiem czemu :-)

Tym planem stały się w końcu dla mnie relacje z najbliższymi, aby były jak najbogatsze , wiadomo nie zawsze się da i jest super, ale czas i chęci się bardzo liczą.
Ten plan to również : zmywanie garów po obiedzie :-)

"Wspaniały Plan" to twoje codzienne życie w otoczeniu jakim jesteś w relacji z żoną, dziećmi, współpracownikami, przyjaciółmi, kolegami etc...  ale jak go realizujesz to twoja sprawa - nikt za ciebie tego lepiej nie zrobi.

Grzegorz